piątek, 29 maja 2015

Rodział 8

,,- Przepraszam to za mało - po pokoju rozległ się odgłos po uderzeniu w policzek. Do sytuacji wkroczył syn rodziców:
- Czy ty się dobrze czujesz tato?! 
- Idealnie. - odpowiedział odchodząc z zaciśniętymi pięściami. Kierował się w stronę drzwi, przy których stałam. Nie wiedziałam co zrobić. Ten jednak nie zwrócił na mnie nawet uwagi. I lepiej. Postanowiłam, że wejdę sprawdzić jak się czuje matka Janka.- Możesz tu zostać ile chcesz -usłyszałam jej głos gdy tylko przekroczyłam próg drzwi"

Od tamtego czasu minęło jakieś dwa miesiące, a ja dalej mieszkałam z rodzicami chłopaka. Na początku atmosfera między nami była mocno napięta, ale później było naprawdę świetnie. Pomagałam jej przy gotowaniu, sprzątaniu i innych czynnościach. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. A przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnego dnia, gdy szłam z miską prania do jednego z pokojów usłyszałam kawałek rozmowy mamy Janka z jego ojcem:
- Ja już dłużej nie zniosę tej dziewczyny! Mam jej dość! Słuchaj, musimy powiedzieć naszemu synowi, aby pogonił tą dziewczynę. Ona nie może tu zostać do końca życia! 
- Wiesz dobrze, że Jasiek nie puści jej na ulice.
- To niech pójdzie z nią.
Serio? Ta kobieta nie ma serca! Mnie może: pojawiłam się w ich życiu znikąd. Ale własnego syna? Zrobiło mi się strasznie źle z tym, że przeze mnie może wylecieć z domu. Poszłam do jego pokoju i zadzwoniłam do niego:
- Hej Janek gdzie jesteś?
- No hej hej jestem z kolegami na mieście. Coś się stało?
- Tak, ale dobrze poczekam. 
- Nie chwila spotkajmy się za chwilę w tym parku co zwykle.
- No ok. Będę za dziesięć minut.
- Czekam.
Postanowiłam się przebrać. Zdjęłam więc dresy z siebie i założyłam czarne rurki i luźny sweterek w biało-czarne paski. Uczesałam włosy i zbiegłam po schodach. Założyłam czarne trampki i udałam się na miejsce spotkania. Zauważyłam chłopaka z telefonem w ręce. Nie wiem co mnie napadło, ale rzuciłam się na niego z płaczem. Staliśmy tak przez jakiś czas: ja płacząca w jego ramię a on jeżdżący palcami po moim kręgosłupie. Chciałam się przynajmniej z nim przywitać, ale dławiłam się swoimi łzami. Usiedliśmy na najbliższej ławce. W końcu postanowiłam coś powiedzieć, ponieważ było mi trochę głupio jak patrzył w moje zapłakane oczy:
- Słyszałam rozmowę twoich rodziców. Odkładałam pranie do twojego pokoju. - wydukałam
- Jaką rozmowę?
- Że mają mnie dość i że masz mnie wygonić z domu albo wylecisz razem ze mną.
- Ze co do cholery?! - wykrzyknął wstając. Chodził wokół ławki łapiąc się za głowę. Widać było, że intensywnie myślał. Ja siedziałam tylko przegryzając wargę z zamyślenia. W końcu się odezwałam:
- Janek - powiedziałam wstając - ja nie mogę z wami mieszkać. Przepraszam Cię. Za ten burdel w twoim życiu. Przeze mnie. Nie powinno dojść do takich wydarzeń. Powinniśmy o sobie zapomnieć. Muszę się wyprowadzić jak najdalej stąd. - czułam jak z moich oczu płyną łzy. Chłopak wziął moje ręce:
- Zgadzam się. Przez Ciebie moje życie to prawdziwy burdel. Ale jeżeli chcesz się wyprowadzać to tylko ze mną. Nigdzie sama nie jedziesz. Nie zostawię Cię.
W tym momencie moje oczy pewnie wyglądały jak pięciozłotówki. Przytuliłam się do niego. On objął mnie. Było cudownie. Ale nagle odzyskałam zdrowe myślenie.
- A co na to twoi rodzice? Nie chcę, żebyście przeze mnie byli pokłóceni...
- Nie myśl tak.  Już dawno chciałem się wyprowadzić. Mam już przecież dziewiętnaście lat. A teraz mam z kim wyjechać - puścił do mnie oczko.
- Dziękuję Ci. Jesteś wspaniały. Ale... Czy ja Cię przypadkiem nie odciągnęłam od towarzystwa - spytałam już mniej poważnie
- Odciągnęłaś, chodź, poznasz moich kolegów -  owinął swoją rękę wokół mojego biodra i szliśmy. Doszliśmy do pizzerii. Janek pomachał jakiejś grupce chłopaków na co Ci odmachali z uśmiechem. Spojrzeli na mnie mówiąc:
- Stary nie mówiłeś, że masz dziewczynę
Wymieniliśmy z Jasiem wzrok. Widziałam jego uśmiech. Chyba mu się spodobało. Postanowiłam przejąć kontrolę. Objęłam mocno Janka mówiąc:
- Tak, jesteśmy parą od jakiegoś czasu.
Pocałował mój czubek głowy. Szczerze to ja też nie miałam nic przeciwko. Jest bardzo troskliwy, inteligentny no i... przystojny. Nawet bardzo. Jego pieprzyki koło nosa sprawiają, że wygląda bardzo uroczo. A jego grzywka - dodaje mu.. no w zasadzie też uroku. Ej ej ej! Asia skup się! Czyżby nie za wcześnie na fantazjowanie? 
Usiedliśmy więc koło ,,naszej" paczki. Pizzy już nie było, ponieważ ostatni kawałek zjadł jakiś grubasek. No właśnie - nie znam ich imion. 
- Mogłabym poznać przynajmniej wasze imiona? - spytałam ze śmiechem opierając się o Jasia.
- Jasne - uśmiechnął się grubasek. 
Każdy po kolei się przedstawił. Imion sporo do zapamiętania. 
- A ty? - spytał Filip
- No ja to jestem Asia.
- Joanna - skomentował Jasiek. 
Pacnęłam go w głowę. Jasne. Ja mu dam Joannę.
- A to za co?
- Darmowe myszko
- Pani zadziorna ta?
- Ta - zaczęliśmy się śmiać. 
- Hej szem państwa! - Rafał dał nam znak, że też tu są. No co ty. To mnie jeszcze bardziej rozśmieszyło. Moja głowa spadła na kolana Jasia, a że mam strasznie rozwalający śmiech, który się nasilił cała ekipa wybuchnęła śmiechem. Chyba mnie polubili. No i chyba naprawdę myślą, że jesteśmy parą. Szczerze? Myślę, że mogłabym być dziewczyną Jasia. Dużo mu zawdzięczam. Nie tylko dom, z którego chcą nas wygonić, ale i moją odwagę. Jestem pewna, że pół roku temu bym się tak nie zachowała.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No cóż. Rozdział 8 za nami. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Dziękuję wam za grubo ponad 600 wyświetleń. Kocham <3
Nie zapominajcie o Asku na którym chętnie odpowiadam na pytania związane z rozdziałami i nie tylko :)
http://ask.fm/gnjsho
Proszę Cię mój najdroższy abyś zostawił po sobie miły komentarz. Kocham <3

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 7

,,Spuściłam głowę. Takie słowa bolą. „Jej mama to pijaczka". Poczułam jak moje oczy robią się wilgotne. Nikt by nie chciał, aby tak mówiono o jego rodzicielce. Nawet jeżeli to prawda. Poza tym ta kobieta mnie nawet nie zna. Nie wie jaka jestem. Ale wiem jedno - mój nocleg jest niepewny.
- Dajcie mi najpierw coś zjeść - westchnął tata Janka"

Cała rodzina (i ja) usiedliśmy przy stole. Każdy patrzył w ciszy, jak mężczyzna je kolacje. Przyglądaliśmy mu się, jakby był jakimś Bogiem Menelów. Po chwili zaczynało mi się to nudzić więc spojrzałam na Jasia dając mu do zrozumienia, że chcę iść do pokoju. Chłopak kiwnął twierdząco głową i wstaliśmy bez słowa z miejsc kierując się do miejsca, o którym wspomniałam. Gdy weszliśmy usiadłam na brzegu łóżka, a z moich oczu leciał potok łez. Janek kucnął między moimi nogami:
- Asia... Przepraszam. Moja mama na pewno nie chciała tego powiedzieć. Ona na co dzień nie jest taka złośliwa.
- Jasne. - zabrałam jego ręce z moich ud wstając i nerwowo wymachiwałam rękoma - Wcale nie chciała nazwać mojej mamy pijaczką! Słuchaj! Nie chcę tu zostać ani chwili dłużej! - Próbowałam wyjść z pokoju ale Jasiek złapał mnie za biodra uniemożliwiając mi to.
- Nigdzie nie idziesz. Gdzie będziesz spać? - starał się być spokojny.
- Już pod mostem jest lepiej! Puść mnie! - starałam się wyrwać z uścisku, lecz nic to nie dało.
Chłopak powoli tracił do mnie cierpliwość. Przymknął oczy wypuszczając powietrze w celu uspokojenia się. Nie zwracałam na to uwagi. Miałam w dupie to co się zaraz stanie. Mógł podnieść na mnie rękę. Jestem do tego przyzwyczajona. Jeszcze trzy dni temu byłam bita szklaną butelką. Nie raz straciłam przytomność przez uderzenie w głowę. Siniaki miałam praktycznie wszędzie - na nogach, brzuchu, twarzy. Nadgarstki często były sine. Nie pudrowałam za bardzo ran, ponieważ dało by to efekt zombie. Kto mi pomógł? Dokładnie - nikt. Każdy miał mnie w dupie a ja miałam w dupie ich.
- No dalej. Uderz mnie. To przecież takie męskie.
- Aśka ogarnij się!
- Najpierw ty ogarnij swoją matkę!
Widziałam wyraźnie, jak zaciska szczękę. Widziałam jego kości policzkowe. Jak zaciskał dłonie w pięści. Podniósł rękę nad moją głowę. Chciałam, żeby mnie uderzył. Żebym straciła przytomność. Kto wie, może obudzę się w lepszym świecie? Może będę tam dla kogoś ważna? Co ja gadam. Choćbym w niebie była to by mnie uważano tam za dziwkę. Dobra, wszystko jedno. Uderzy, albo nie. Jego sprawa. Zauważyłam jednak, że chłopak powoli wraca do siebie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że i ja nie jestem bez winy. Głupia. Jak on ze mną wytrzymuje? Chociaż dwa dni no ale... wytrzymuje. Miałam ochotę wtulić się w niego. Teraz. O tej właśnie porze. Niezbyt właściwej, ale właśnie w tej. Spojrzałam na niego - chciałam spędzić z nim resztę życia. Nie jest idealny - jak każdy ma swoje wady. Jednak o wiele więcej ma zalet, na których powinno się skupić. Aśka! Weź się w garść! Ten koleś przed chwilą chciał Cię uderzyć, a ty rozmyślasz na przyszłością z nim. No dalej. Dlaczego nie możesz go olać? Jesteś dziwna...

Perspektywa Jasia:

Stałem przy dziewczynie z ręką zaciśniętą w pięść nad jej głową. Skuliła się, ale nic nie mówiła. Nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Janek durniu. Opanuj się. Powiedziałeś jej, że będziesz ją chronił a teraz sam podnosisz na nią rękę. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. Jak ja mogłem? Jak taka myśl mogła przyjść mi do głowy? Uderzyć kobietę? Opuściłem rękę. Było mi bardzo wstyd, dlatego zacząłem targać swoje końcówki włosów.
- Asia.. Przepraszam. Nie powinienem. - starałem się ją przytulić ale ona mnie odepchnęła. No tak. Przecież mnie nie przytuli i nie powie ,,Nic się nie stało. Każdy może mnie bić. Wybaczam." Postanowiłem, że przejdę się i zostawię ją w spokoju. Gdy zmierzałem w stronę drzwi ta zapytała:
- Janek gdzie idziesz?
- Przejść się.
- No chyba nie zamierzasz zostawić mnie samą twoim domu, gdzie i tak nie jestem mile widziana?
- No tak. Przepraszam. Chcesz iść ze mną?
- Tak, pójdę.
Ubraliśmy więc buty oraz bluzy, ponieważ było ciepło. Szliśmy jednak w ciszy rozmyślając nas najbliższymi wydarzeniami. W duchu przeklinałem siebie. Ona potrzebuje mojej pomocy teraz bardziej niż kiedykolwiek, a ja chcę ją uderzyć. No, może niekoniecznie uderzyć. Nastraszyć. Mimo, że dziewczyna ma okropne przeżycia związane ze swoją rodziną nierawa osądzać mojej matki po jednym zdarzeniu. Chamskim zdarzeniu... Ale trudno. Czasu nie cofnę choćbym na kolanach błagał. Moje przemyślenia przerwała Asia. A dokładniej jej zęby.
- Masz. - podałem jej swoją bluzę.
- Mam swoją.
- Będziesz miała dwie. - uśmiechnąłem się lekko, a ona po chwili odwzajemniała się tym samym.

Perspektywa Asi:
  To niesamowite, jak szybko zmienia twarze. Co prawda uśmiechnęłam się do niego, chociaż wcale tego nie chciałam. W głowie męczyło mnie to, jak łatwo idzie mu zapominanie o najbliższych wydarzeniach. Niedawno był na mnie bardzo wściekły, chciał mnie uderzyć. Teraz ciepło się do mnie uśmiecha i podaje mi swoją bluzę. Raz agresywny, raz troskliwy. Chłopie, zdecyduj się..Jestem ciekawa jak by zareagował, gdyby jego matka w czasie mojej i jej kłótni uderzyłaby mnie. Opierniczyłby mnie za to, że obrażam jego matkę? A może stanąłby w mojej obronie? Tajemnica. Jednak to właśnie dzięki temu chłopak nie jest taki nudny. Można powiedzieć, że wręcz tajemniczy. I to mnie w nim najbardziej pociąga. Sprawia, że chce być przy nim cały czas, ponieważ ciągle dowiaduję się o nim więcej. mam nadzieję, że ten chłopak kiedyś się otworzy przede mną. Powoli zbliżaliśmy się do domu. Bałam się reakcji jego matki. Wiem doskonale, co ona myśli o mnie. Zdjęłam buty na holu i zapaliłam światło, ponieważ w całym domu panowała ciemność. Spojrzałam na Janka pytającym wzrokiem, ale on tylko wzruszył  ramionami. Weszłam na środek salonu, rozglądając się. Wszędzie czarno i cicho oprócz jednego pokoju - sypialnia rodziców chłopaka. Nie martwiłabym się tym, gdyby nie dochodzące krzyki mężczyzny i szloch kobiety. Jaś uchylił drzwi od pokoju:
- Masz być dla niej dobra rozumiesz?! - zaczął wrzeszczeć na przytakującą ze strachu kobietę. - Jak mogłaś się tak zachować?!
- Przepraszam - odpowiedziała kobieta dławiąca się łzami
- Przepraszam to za mało - po pokoju rozległ się odgłos po uderzeniu w policzek. Do sytuacji wkroczył syn rodziców:
- Czy ty się dobrze czujesz tato?! 
- Idealnie. - odpowiedział odchodząc z zaciśniętymi pięściami. Kierował się w stronę drzwi, przy których stałam. Nie wiedziałam co zrobić. Ten jednak nie zwrócił na mnie nawet uwagi. I lepiej. Postanowiłam, że wejdę sprawdzić jak się czuje matka Janka.
- Możesz tu zostać ile chcesz -usłyszałam jej głos gdy tylko przekroczyłam próg drzwi.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Woooooooooow... Nie zdążyłam ogłosić 400 wyświetleń a tu już grubo ponad 500 ;o. Bardzo wam dziekuję <3. Obiecałam, że w następnym rozdziale dam mojego aska. Proszę:
http://ask.fm/gnjsho
Miłego dnia i wieczorku :)

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 6

Przytuliłem ją i tak siedzieliśmy przez piętnaście minut. Gdy udało mi się ją uspokoić usłyszałem otwieranie się drzwi wejściowych.
- Kochanie wróciłam! - mama wykrzyczała z holu
- Hej mamo! Słuchaj jest pewna sytuacja..
- Zamieniam się w słuch"

Opowiedziałem mamie o zaistniałej sytuacji. Po jej mimice twarzy wywnioskowałem, że średnio podoba jej się ten pomysł. Nie mam zresztą co jej się dziwić - przyprowadziłem do domu dziewczynę, którą znam od dwóch dni. W dodatku ma matkę alkohokliczkę . Nic nadzwyczajnego. Przecież ta pijczka nie może wejść do naszego domu i zrobić nam awantury krzywdząc przy okazji swoją córkę. A nie! Czekaj, chwila - może. Ale o wiele bardziej wolę, aby ta kobieta zrobiła awanturę, niż żeby biła i znęcała się nad Asią. Zresztą ona nie ma naszego adresu. Chyba.
- Synek... - mama przerwała moje przemyślenia
- Tak mamo?
- Porozmawiamy przy kolacji z tatą dobrze?
- Dobrze. Ale... Pomyśl zanim odmówisz.
- Nie powiedziałam jeszcze nie.
- I obyś wogóle nie powiedziała - uśmiechnąłem się do mamy i skierowałem do swojego pokoju, gdzie siedziała dziewczyna. Zdziwiło mnie, że w ciągu tych około dziesięciu minut ona ciągle była w tej samej pozycji. Wyglądała uroczo, ale niestety muszę jej to powiedzieć.
- Asia..
- Tak? - na moje słowa stała jak oparzona - Coś się stało?
- Sam nie wiem... Mama nie była zachwycona sytuacją, ale nie powiedziała także, że kategorycznie „nie".
- Czy długo będę trzymana w niepewności?
- Mam nadzieję, że na kolacji dowiemy się co dalej - uśmiechnąłem się lekko na co dziewczyna odpowiedziała mi tym samym

Perspektywa Asi:

Mimo, że decyzja nie należy do mnie tylko do rodziców Janka czuję, że prześpię tu jedną nockę. Albo dwie? Nie, raczej jedną. Chociaż, wszystko się okaże niebawem.
- Janek kiedy kolacja? Trochę zgłodniałam. Nic dzisiaj nie jadłam...
- To chodź do kuchni. Co chcesz? Może tosty?
- Zjadłabym nawet konia z kopytami - zaśmiałam się.
- Koń z kopytami raz! - Wykrzyknął Janek. Obaj zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak wyjął z szafki chleb tostowy, posmarował masłem, położył ser oraz włożył do tostownicy. Oparł się o blat i patrzył na mnie siedzącą przy stole. W jego oczach widać było rozbawienie.
- O co znowu chodzi? - spytałam ze śmiechem rozkładając ramiona i pokręcając głową.
- Nic. Po prostu słodko wyglądasz nie wiedząc co ze sobą zrobić. - odpowiedział rozbawiony.
- Już ja wiem co ze sobą zrobić. - uśmiechnęłam się chytrze wstając z miejsca i podchodząc do chłopaka. Zbliżyłam swoje usta do jego. Dzieliły je milimetry. Nagle do kuchni weszła mama Janka:
- Z tego co mi wiadomo to w kuchni się je a nie obściskuje - powiedziała z wyrzutem zakładając ręce na biodra.
- Przepraszamy - powiedziałam ze spuszczoną głową. Było mi bardzo wstyd. Nie takie miało być pierwsze nasze spotkanie. Nie takie miało być pierwsze wrażenie. Co ona sobie pomyśli? Pochodzę z patologicznej rodziny, przyszłam owinąć sobie jej syna wokół palca, żeby potem chlał, palił papierosy czy palił? Nie. Nie tak to miało być! Asia, gratuluję. Jesteś bardzo rozsądna. Gratulacje.
W tym czasie nasze tosty zdążyły się lekko przypalić. Ale spoko. Przecież spalone są lepsze. Wzięłam kawałek do ust nie zwracając na to uwagi. Byłam za bardzo zakłopotana sytuacją, która przed chwilą miała miejsce.
Moje rozmyślenia przerwało otwieranie drzwi. To chyba tata Jasia.
- Hej! - zawołał z korytarza zdejmując buty - czyżbyśmy mieli gościa?
- Hej tato! To jest Asia. Mam prośbę... Czy mogła by tutaj chwilę zostać?
- Jasne. Tylko pamiętaj, że po dwudziestej trzeciej koleżanka musi wrócić do siebie.
- Ale tato... Mi chodzi o dłuższą chwilę...
- Nocleg?
- Coś w tym rodzaju...
- Gdzie ona będzie spać? - rozmawiali o mnie nie przejmując się moją obecnością.
- U mnie w pokoju..
- W jednym łóżku?
- Na to wygląda...
- O nie nie nie! - wtrąciła się jego matka - kochanie przed chwilą przyłapałam ich na obściskiwaniu się! A jej mama to pijaczka!
Spuściłam głowę. Takie słowa bolą. „Jej mama to pijaczka". Poczułam jak moje oczy robią się wilgotne. Nikt by nie chciał, aby tak mówiono o jego rodzicielce. Nawet jeżeli to prawda. Poza tym  ta kobieta mnie nawet nie zna. Nie wie jaka jestem. Ale wiem jedno - mój nocleg jest niepewny.
- Dajcie mi najpierw coś zjeść - westchnął tata Janka
-------------------------------------------------------------------------------------------------
A więc tak się kończy rozdział 6. Jak myślicie? Co będzie dalej? Przepraszam że tak długo czekaliście i tu nagle z takim krótasem wyskakuje. Co wy na to abym w następnym rozdziale podała swojego aska? :D
Ps. Dziękuje za o ponad 300 wyświetleń! Kocham ♥

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 5

„Nacisnęłam klamkę i powoli odepchnęłam drzwi. Już od wejścia czuć było smród alkoholu. Matka siedziała na kanapie. Gdy mnie zobaczyła podeszła do mnie:
- Czego tu szukasz suko?! O! A kto to taki? Nieważne. Od dzisiaj jest mój a ty stąd spieprzaj. Chcę się troszkę zabawić z twoim kochasiem. - poczułam na swoim policzku pieczenie. Dostałam z liścia. Świetnie. Było mi wstyd przed Jankiem. Spojrzałam na niego a on na mnie. Bez słowa owinął ręce wokół mojej talii i odciągnął od matki.
- Nie możesz tutaj zostać.
- To gdzie ja pójdę?
- Do mnie - odpowiedział z całkowitą powagą”

Propozycja Janka mnie zupełnie zaskoczyła. No bo jak ty byś zareagowała gdyby jakiś chłopak którego znasz dwa dni okazał Ci więcej uczucia niż matka w ciągu trzech lat? Do tego proponuje mi spanie i bezpieczeństwo. No nieźle.
- Ziemia do panny Joanny - chłopak przerwał moje rozmyślania.
- Jestem, jestem - odparłam ze śmiechem. Zupełnie nie wiem skąd u mnie wzięły się siły na śmiech. Przed chwilą moja matka poniżyła mnie i Jasia wyraźnie napita a my się tu śmiejemy. FUCK LOGIC.
- Co sądzisz o mojej propozycji? - chłopak nie dawał za wygraną.
- Wiesz...
- Mieszkam z rodzicami
Czy on mi czyta w myślach? Właśnie chciałam mu powiedzieć, że nie chcę spać sama z chłopakiem w jednym mieszkaniu, bo... Bo to chłopak. No ale spoko. Przynajmniej wiem, że nie będę spać tylko z moim „Wybawcą", ale też i z jasnowidzem. Fajnie.
- Ale nie długo. Góra tydzień. - odpowiedziałam w końcu zrezygnowana - idę po piżamę.. I jakąś bluzę.
Odwrociłam się od niego i zaczęłam kierować się w stronę domu. Uniemożliwiły mi to jednak ręce Jasia, które po chwili znalazły się na moich biodrach.
- Nigdzie nie idziesz. Znajdę coś.
- Ale Janek...
- Nie. Nie wejdziesz tam na razie.
- Na razie czyli ile?
- Nie wiem. Może dzień, może tydzień, a może miesiąc.
- Obiecałam, że będę u Ciebie tylko tydzień. Nie chcę się narzucać.
- A co jeśli ja chcę?
- To masz problem - odparłam ze śmiechem.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. W końcu puścił moje ciało.
- To co idziemy? - zapytałam, ponieważ moje zęby zaczynały się trząść z z zimna.
- Idziemy - Jasiek owinął ręce wokół moich bioder.
Szliśmy tak w ciszy wtuleni w siebie przez jakieś dziesięć minut. Chwilę potem ukazał mi się domek. Nie jakaś willa - po prostu domek. Mimo to w środku był bardzo ładny. Weszliśmy do pokoju Janka. Zaskoczyło mnie, gdy zobaczyłam żółte ściany pokoju ciemnoniebieskie meble i łóżko. Zawsze myślałem, że pokoje chłopaków mają obowiązkowo granatowe ściany, których zresztą i tak nie widać, bo wszędzie są plakaty gołych bab. Ten pokój to zupełnie inny świat.
Lepszy...
Ładniejszy...
Skromniejszy...
Poczułam na swoim ramieniu dłoń Jasia. Odwróciłam się do niego i z delikatnym uśmiechem przytuliłam się do niego wypowiadając ciche „dziękuję". Do moich oczu zaczęły cisnąć się łzy. Oczywiście były to łzy szczęścia.
- Możesz tu zostać ile chcesz - powiedział Janek. Cieszę się, że w końcu doczekałam się kogoś  komu mogę ufać. Chyba.
- A twoi rodzice?
- Na pewno Cię polubią. Kto by nie polubił takiej pięknej i mądrej kobiety - puścił mi oczko. Przytaknęłam i z uśmiechem a zarazem łzami w oczach odwróciłam głowę dalej patrząc na pokój jak na obrazek.
- Tylko wiesz Asia...
- Tak?
- Przygarnięcie Ciebie było dla mnie spontaniczną decyzją i pierwszą noc będziemy musieli przeżyć na jednym łóżku. Oczywiście dla mnie to przyjemność - uśmiechnął się chytrze.
Szczerze mówiąc ostatnie zdanie mógł sobie darować. Ale rozumiem. Mężczyźni zawsze tylko o jednym myślą.
- Jasne, żaden problem. O wiele bardziej wolę spać z tobą niż na ulicy.
- Mam taką nadzieję - chłopak puścił mi oczko. Nie pierwszy raz dzisiaj.
Usiadłam na łóżku myśląc głośno:
- Pracowałam w tym domu odkąd moja matka zaczęła pić - trzy lata. Codziennie znosiłam smród alkoholu, te gadki, że w życiu sobie nie poradzę... Że jestem nikim. W szkole nie było lepiej - traktowano mnie jak powietrze... A w pracy byłam do sprzątania. I tyle. Mój dzień to była zwykła rutyna: Wstać rano, szkoła, wrócić, wybiec z domu przez pijaną matkę, błądzenie bez celu po mieście, praca, spanie. Nagle w moim życiu pojawia się chłopak, który wszystko zmienia. Daje mi pokój i okazuje więcej uczucia niż matka przez ostatnie kilka lat. Czym że ja sobie na to zaslużyłam?

Perspektywa Jasia:

Nie wiedziałem, że ta dziewczyna tyle przeżyła. Gdy tak wyliczała zdałem sobie sprawę, że odegrałem ważną rolę w jej życiu. Że jest mi za to wdzięczna. Patrzyłem w osłupieniu na nią. Nie wiem co będzie dalej. Wiem jedno: nie zostawię jej samej. Będę ją chronił choćby na siłę.
- Asia - odezwałem się w końcu - wiem jakie to dla Ciebie jet trudne. Zawsze możesz na mnie liczyć. Będę zawsze przy Tobie. Czy tego chcesz czy nie.
- Jasne, że chcę. Jesteś wspaniałym człowiekiem.
- Czy mogłabyś mi opowiedzieć dokładniej swoją historię?
- Tak, jasne. No więc... Kiedyś miałam normalną rodzinę. Miałam rodziców, przyjaciół, pieniądze. Były też takie zołzy, które mi tego zazdrościły. Obgadywały mnie, gdy ja stałam od nich pięć metrów. Jednak nie przejmowałam się tym. Uważałam się wtedy za szkolną królową. Mój ojciec pracował jako biznesman. Nie było go całe dnie w domu. Któregoś dnia do drzwi zapukali policjanci z wieścią, że tata miał wypadek. Pamiętam to jakby było to wczoraj, mimo, że minęło już trzy lata. Miałam wtedy piętnaście lat i byłam wielką materialistką, dlatego bardziej dotknęło mnie to, że nie będę mogła sobie kupić już markowych butów. Z biegiem czasu zauważyłam, że drogie ciuchy to nie wszystko. Bo przecież najważniejsza jest rodzina, której ja już nie miałam... Matka zaczęła pić... A potem zjawiłeś się ty - uśmiechnęła się delikatnie ze łzami w oczach. Moje oczy także były szkliste i wilgotne. Przytuliłem ją i tak siedzieliśmy przez piętnaście minut. Gdy udało mi się ją uspokoić usłyszałem otwieranie się drzwi wejściowych.
- Kochanie wróciłam! - mama wykrzyczała z holu
- Hej mamo! Słuchaj jest pewna sytuacja..
- Zamieniam się w słuch.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 5 już za nami. Ogólnie nie miało być dzisiaj rozdziału ale kiedy zobaczyłam, że jest was juz 200 (3 dni temu zaczynała się stówka) nie mogłam nie dać tego posta.
Miłego i dziekuje! <3

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 4

,,- Jesteś z tym kutasem?!
- Nie, nie jestem z nim - wykrzyknęłam przez łzy
- To jak mi wyjaśnisz TO dziwko?!
Coe ? Co w niego wstąpiło? Poczułam jak dostaję w policzek a potem jak upadam...
Później była tylko ciemność"

Obudziłam się w miejscu, w którym przeważała biel. Wywnioskowałam, że to szpital. Wstałam więc z łóżka trzymając się za obolałe plecy. Podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę, co spowodowało, że drzwi się otworzyły. Naprzeciwko wejścia do mojej sali siedział... Śpiący Janek! Krzyknęłam z radości przez co obudziłam chłopaka. Gdy tylko zobaczył, że żyję i stoję cała przed nim wziął mnie na ręce i mocno uścisnął. Czułam się cudownie.. Czy w końcu jestem dla kogoś ważna?

Perspektywa Jasia:

Obudziły mnie czyjeś krzyki. Gdy zobaczyłem przed sobą Asię nie mogłem powstrzymać się z radości. Do moich oczu zaczęły cisnąć się łzy. Zdecydowanie ta dziewczyna znaczy dla mnie więcej niż jakaś koleżanka. Wziąłem ją na ręce i mocno objąłem. Nie chciałem jej puścić. Włożyłem swój nos w jej włosy i zamknąłem oczy. Staliśmy tak w uścisku przez około piętnaście minut, póki dziewczyna się ode mnie nie odlepiła. Jej oczy jak i moje były szkliste i czerwone od płaczu.
- Tak się bałem, że Cię nie odzyskam - powiedziałem przejeżdżając po jej policzku
- Tak się cieszę, że kogoś obchodzi moje życie - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem  
- Oczywiście, że obchodzi - musnąłem jej usta
Gdy się odsunąłem od niej stała jak oniemała. Otworzyła usta jakby po raz pierwszy ktoś ją pocałował. A może pocałował? Czułem się wyjątkowo z tym, że mam taki wpływ na nią. Miałem ochotę wsunąć język w jej usta, ale się powstrzymałem. Za krótką ją znam. Nie wiem jak na to zareaguje.
Jakby się oburzyła i mnie zostawiła...
Jakbym już więcej nie miał okazji jej zobaczyć...
- Jest tutaj Filip? - Moje rozwarzania przerwała Asia. Nie wyglądała już na zadowoloną. Bardziej na przerażoną.
- Nie ma. Co się stało, że pytasz?
- Nic, nic... - była zmieszana. Widać, że za jej „nic” kryje się wiele.
- Asia...
W jej oczach pojawiły się łzy. Schyliła głowę i zasłoniła dłońmi szlochając. O co chodzi? Czy on jej coś zrobił? Jak tak to nie ręczę za siebie. Objąłem ją ramieniem nie wiedząc za bardzo jak zareagować.
- Janek... Dziekuję, że przyszedłeś. Kiedy mogę wyjść stąd?
- Nie wiem. Zapytajmy kogoś.
Szukaliśmy chwilę lekarza lub pielęgniarki. W końcu znaleźliśmy wychodzącego lekarza z jakiejś sali. Nie myśleliśmy o tym, że przecież w tym szpitalu jest kilkudziesięciu pacjentów. Jest lekarz. On musi wiedzieć i tyle.
- Dzień dobry... -zaczęła Asia
- O, w końcu się Pani obudziła - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. Co za bezmózg. Asia spojrzała pytająco.
- Ile spałam?
- Cały dzień kochanie - odpowiedziałem. Wiem, że nienawidzi, gdy ktoś tak na nią mówi, ale nie mogłem się powstrzymać. Ugryzłem wnętrze swojego policzka orientując się co powiedziałem. Jednak dziewczyna uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Byłem zaskoczony, oczywiście pozytywnie.
- Jednak powracając do naszego tematu - kolejny raz przerwał nam piękną chwilę lekarz-bezmózg - może Pani wyjść nawet teraz, jeżeli podpisze Pani odpowiednie papiery.
Byłem w cudownym nastroju. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W końcu mogę spędzić trochę czasu z tą dziewczyną. Ona chyba nie podzielała mojego zdania.
- Dziękuje - odpowiedziała grzecznie i odeszła. Byłem zaskoczony jej reakcją. Dlaczego się nie cieszy?
- Co się stało?
 
Perspektywa Asi:

Usłyszałam głos Jasia za sobą. A tak dokładnie pytanie. No cóż... Może lepiej się juz zgodzę, ponieważ nie mam zamiaru mówić mu o tym, że boję się wracać do domu gdzie matka alkoholiczka mnie zatłucze.
- Nic się nie stało - powiedziałam siląc się na uśmiech.
- Kochanie... - pierdziele on ma takie hipnotyzujące oczy...
- Nic. Się. Nie. Stało. - powiedziałam podkreślając każde słowo. Wiem, że zabrzmiało to trochę niegrzecznie, ale naprawdę... Nie miało tak być.
- No dobrze... - odpowiedział chłopak - ja będę leciał - musnął moje usta.
Patrzyłam jak stawia kolejne kroki oddalając się powoli ode mnie. Gdy zaczął znikać z mojego pola widzenia, coś we mnie pękło.
- Janek! - zawołałam biegnąc do niego.
Chłopak odwrócił się z lekkim zdziwieniem na twarzy
- Wyjdę dzisiaj ze szpitala.
- Świetnie! - klasnął w ręce z entuzjazmem - pomogę Ci. Chodźmy Cię wypisać.
Tak więc zrobiliśmy. Dostałam jakieś papiery i wypełniłam.
- Wiesz... Ja się jeszcze trochę przejdę... - nie chciałam jeszcze iść do domu. To co się pewnie tam stanie nie doda mi humoru.
- Przejdę się z tobą - odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Cudownym uśmiechem.
Nie odpowiedziałam. Po prostu odwzajemniałam się mu tym samym i ruszyliśmy. Na początku szliśmy w ciszy, ale mi wystarczało to, że po prostu ze mną był.
- Możesz mi powiedzieć co się tam stało? - chłopak przerwał moje rozmyślenia.
Kurcze, wchodzimy w nieprzyjemny temat.
- Nic takiego, potknęłam się po prostu.
- To dlatego masz ślady na nadgarstkach? - kurna on nie daje za wygraną, a ja pakuje się w coraz większe gówno.
- Wracajmy już, jest mi zimno. - skłamałam
Szczerze? Wolę iść do matki, która mnie zabije szklaną butelką niż widzieć wkurzonego Jasia.
- Niestety nie mam bluzy przy sobie dlatego chodźmy - ruszył przytulając mnie. Poczułam motylki w brzuchu. Było mi bardzo przyjemnie. Doszliśmy do mojego domu.
- Janek... Błagam. Zotań tu jeszcze na chwilę.. - Bałam się, że zaraz wyskoczy moja mama i mnie pobije.
Nacisnęłam klamkę i powoli odepchnęłam drzwi. Już od wejścia czuć było smród alkoholu. Matka siedziała na kanapie. Gdy mnie zobaczyła podeszła do mnie:
- Czego tu szukasz suko?! O! A kto to taki? Nieważne. Od dzisiaj jest mój a ty stąd spieprzaj. Chcę się troszkę zabawić z twoim kochasiem. - poczułam na swoim policzku pieczenie. Dostałam z liścia. Świetnie. Było mi wstyd przed Jankiem. Spojrzałam na niego a on na mnie. Bez słowa owinął ręce wokół mojej talii i odciągnął od matki.
- Nie możesz tutaj zostać.
- To gdzie ja pójdę?
- Do mnie - odpowiedział z całkowitą powagą
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy i 4 rozdział! Przepraszam, że tak długo nie było, ale uznałam, że lepiej zrobić dłuższy (chociaż troszkę) i poczekać. I wiecie co? Wczoraj minął tydzień od założenia bloga i jest was ponad 100! Dziekuje wam za wszystko <3

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 2

,,Wchodząc do łazienki zobaczyłam pewnego chłopaka mniej więcej w moim wieku, może trochę starszy. Załatwiał swoją potrzebę a ja głupia mu się przyglądałam zamiast wyjść. Odwrócił głowę w moją stronę. Widząc, że przed nim nie stoi gospodarz domu tylko młoda dziewczyna, chytrze się uśmiechnął.
-Cześć, jestem Jasiek, a ty?- zapytał mnie myjąc ręce"
- Asia - odpowiedziałam.
Nie miałam ochoty na rozmowę więc po prostu odwróciłam się kierując w stronę wyjścia. Poczułam jednak, że Janek łapie mnie za rękę. Mówiłam już, że nie mam ochoty na rozmowę?
- Ej mała co ty taka małomówna?
Miałam ochotę odrwać mu łeb. Podałam mu przed chwilą moje imię a ten ma to w dupie.
- Niecałą minutę temu podałam Ci moje imię i proszę Cię mój drogi abyś się nim posługiwał - odpowiedziałam z sarkazmem
- Przepraszam - powiedział zmieszany wypuszczając moją dłoń z uścisku.
Poczułam się strasznie głupio, bo postawiłam go w takiej sytuacji. Powiedziałam tylko ciche „przepraszam" i zajęłam się swoją robotą. Skończyłam dość późno i powoli zaczynało się ściemniać, więc wyszłam z mojego miejsca pracy kierując się do domu. Zaraz po otwarciu drzwi frontowych skierowałam się do mojego pokoju, aby wyjąć czystą bieliznę i ruszyłam do łazienki. Zdjęłam z siebie ubrania i zrobiłam sobie koka na głowie. Weszłam pod prysznic delektując się każdą chwilą. Uwielbiałam gorące prysznice. Mogłam się wtedy zrelaksować i zapomnieć o wszystkich nieprzyjemnościach dnia. Wyszłam z kabiny prysznicowej podchodząc do lustra. Zauważyłam siniaka pod okiem ale spoko. W szkole i tak jestem powietrzem. Nikt na mnie nie spojrzy. Westchnęłam więc i ruszyłam w kierunku łóżka. Chciałam zasnąć, ale coś mi nie dawało spokoju.. Gdzie jest mama? Przez cały ten czas nie usłyszałam nawet trzasku drzwi. Wsłuchiwałam się w ciszę tak długo, że zasnęłam.
*następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słoneczne wkradające się do mojego pokoju. Spojrzałam na godzinę - 8:15. Przewróciłam oczami, ponieważ... Super. Lekcje zaczęłam piętnaście minut temu. Wstałam z łóżka i w pośpiechu założyłam czarną bluzkę na krótki rękaw i szorty. Wcisnęłam na nogi czarne półtrampki i założyłam torbę na ramię. Sprawdziłam czy mam przy sobie telefon i klucze i ruszyłam w drogę. Na szczęście szkołę mam tylko dziesięć minut od domu. Nie spieszyłam się. Bo po co? Nigdy nie lubiłam matematyki co odbiło się na moich ocenach. Zresztą kto normalny zaczyna dzień matmą? Myślałabym pewnie tak dłużej gdyby nie to, że stałam już przed budynkiem szkoły. Weszłam więc spoglądając na zegar naprzeciwko mnie 8:34. Stałam jak głupia patrząc na niego i rozmyślając czy wejść do klasy czy nie. Decyzję podjęła za mnie jednak pani dyrektor:
- A co teraz masz moja droga?
- Matematykę - odburknęłam dalej gapiąc się w zegar
- No to na co czekasz? Idź!
- Ale zostało tylko dziesięć minut lekcji...
- Nie obchodzi mnie to! Idziesz tam!
Głupia suka. No nic, niech jej będzie. Pójdę tam. Wchodząc do klasy zobaczyłam, że wszystkie oczy są zwrócone na mnie.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.- powiedziałam
Spojrzałam na swoją ławkę. Westchnęłam niezadowolona widząc, że siedzi w niej jakiś chłopak. Byłam więc zmuszona siedzieć z nim. Usiadłam więc wywracając oczami.
- Hej mam na imię Filip - powiedział z delikatnym uśmiechem
- Super - odpowiedziałam. Byłam na niego strasznie wściekła. W tej klasie są jeszcze trzy wolne ławki. Serio? Musiał wybrać moją?
Zajęłam się pisaniem, ale wciąż czułam jego wzrok na sobie.
- O co Ci chodzi koleś?
- Wyobrażam sobie Ciebie bez ubrań - odpowiedział puszczając oczko.
Pieprzony blondasek. Dałam mu z liścia, co oczywiście nie uszło uwagi nauczyciela.
- Zostajesz tu na przerwie ze mną.
U-u-u. Zajechało pedofilią. Chwilę potem zadzwonił dzwonek. Wszyscy wyszli a ja zostałam z nauczycielem-pedofilem.
- Asia podejdź tu - powiedział spokojnie.
Podeszłam więc. Spodziewałam się jakiejś nagany albo coś, a ten zaczął mnie lustrować. Zatrzymał się na moich piersiach. Podszedł bliżej na co ja się oddaliłam. Zaczęło robić się nieprzyjemnie. Mówiłam, że pedofil?
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest i rozdział 2! Nie jest to może najdłuższy rozdział no ale co zrobić... Nie wiem kiedy kolejny. Postaram się na wtorek :)

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 3

Podeszłam więc. Spodziewałam się jakiejś nagany albo coś, a ten zaczął mnie lustrować. Zatrzymał się na moich piersiach. Podszedł bliżej na co ja się oddaliłam. Zaczęło robić się nieprzyjemnie. Mówiłam, że pedofil?"

Perspektywa Filipa:

Usłyszałem krzyki i piski Asi dochodząc z sali, w której mieliśmy przed chwilą lekcje. Filip, durniu. Przecież ona została w sali za karę. Przez Ciebie pieprzony głupku. Wszedłem więc do tej sali. Widok mnie zmurował - przestraszona Asia leżąca okrakiem na biurku i ten pieprzony pedał stojący przed nią przytrzymując jej nogi.
- Co się tu do k***y wyrabia?!   
  
Perspektywa Asi:

Usłyszałam czyjeś wrzaski za plecami. Odwróciłam się, aby spawdzić do kogo należą. Zobaczyłam Filipa - tego którego wcześniej w myślach wyzywałam.
- Jak się tu dostaleś?!
- Jak pan z takimi pierdołami wyskakuje to radzie przynajmniej drzwi zakluczyć - odpowiedział Filip ze sztucznym uśmiechem ciągnąc mnie za ramię.
Ścisnełam jego rękę dając mu znak, aby chwilę poczekał. Miałam przecież ściągnięte szorty do połowy ud. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem więc musiałam sama mu pokazać o co mi chodzi. Gdy zrozumiał odwrócił się dając mi do zrozumienia, że mogę w spokoju się ubrać. No dobra, prawie w spokoju. Cały czas przyglądał się mojej czynności nauczyciel. Czułam jego wzrok na sobie. Gdy skończyłam usłyszałam jak krzyczy:
- Jeszcze się policzymy!
I zatrzasnął drzwi. Byłam w szoku. Nauczyciel? Czy to normalne? Poczułam jak Filip przytula mnie od tyłu. Czułam się cudownie wciągając jego perfumy. W oknie zobaczyłam Jasia. Nie miałam nic przeciwko: nie łączy mnie nic ani z Filipem ani z Jasiem. On chyba pomyślał inaczej. Wparował do sali ja szalony i uderzył drugiego chłopaka prosto w nos, przez co ten skulił się na podłodze.
-Porąbało Cię?! - wykrzyknęłam w jego stronę. Oczywiście miał w dupie to co myślę. Zacisnał w pięści koszulkę Filipa wykrzykując w jego stronę:
- Łapska przy sobie gnoju! Jeszcze raz zobaczę, że jesteś przy niej bliżej niż pięć metrów będzie po tobie męska cipo!
- Jasiek ogarnij dupę! -wtrąciłam się - nie jestem twoją własnością!
- Ratuje ci właśnie tyłek więc lepiej styl dzióbek - powiedział ze sztucznym uśmiechem
- Niby przed czym?! Przed twoją zazdrością?!
- Uwierz mi, że ten koleś ruchał więcej dup niż ma lat.
- Niby skąd możesz to wiedzieć?
Janek wypuścił Filipa z uścisku przez co ten upadł na podłogę ponownie się kuląc. Podszedł do mnie i wyszeptał do ucha:
- Ja wszystko wiem, kochanie.
Rozszerzyłam oczy a na moim ciele zaczęła się pokazywać gęsia skórka. Chłopak wyszedł z sali a ja dalej stałam nieruchomo z oczami wbitymi w Filipa. Nie mogłam przetworzyć myśli. Walić to, że powiedział do mnie kochanie. Skąd on wie tyle o Filipie? Albo raczej ,,wie"? Czy oni się znają czy po prostu był zazdrosny i chciał żebym zaczęła się brzydzić jego wrogiem? Sama nie wiem..
Zauwżyłam, że Filip wstaje z podłogi. Przeraziłam się, gdy zobaczyłam jego wyraz twarzy. To nie była złość. To był szał. Podszedł do mnie łapiąc mnie z ramiona i trząsąc mną.
- Jesteś z tym kutasem?!
- Nie, nie jestem z nim - wykrzyknęłam przez łzy
- To jak mi wyjaśnisz TO dziwko?!
Co on właśnie powiedział? Co w niego wstąpiło? Poczułam jak dostaję w policzek a potem jak upadam...
Później była tylko ciemność...
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki ale byłam taka głupia, że po prostu... Podalam datę dnia nie myśląc kiedy to będzie... Cała ja. No ale nic. Mam nadzieję że rozdział 3 wam się podobał. Cieszyłabym się jakbyście zostawili po sobie jakiś ślad.. Kocham was :}

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 1


- Aśka co tak długo?! Ja pierdziele wyglądasz jak dziwka co to za ubranie? - powitała mnie mama.
Nie ubrałam się źle - krótkie spodenki i crop top. Było lato i mogłam sobie na to pozwolić, a mama była wyraźnie podpita.
- Mamo nie przesadzaj wyglądam normalnie..
- No pewnie. Do burdelu idealnie.
Nie wytrzymałam. Wybiegłam z domu. Gdy znikłam z pola widzenia matki kierowałam się przed siebie. Nie obrałam sobie celu. Nie miałam czasu. Nie mam przyjaciółki, której mogłabym się zwierzyć. W szkole jestem traktowana jak powietrze. Chodząc tak wąskimi uliczkami miasta spędziłam trzy godziny. Zorientowałam się, że zaraz będę musiała iść do pracy. Zaczęłam biec, ponieważ zostało mi tylko pół godziny do rozpoczęcia zmiany. Wchodząc do domu zobaczyłam nieprzytomną mamę leżącą na podłodze. Wywróciłam oczami. Przecież widzę to codziennie! Wiem, że to chamskie, że tak po prostu wywracam oczami zamiast jej pomóc ale mam już tego dość.
Dość matki...
Dość szkoły...
Dość życia...
Wyszłam z domu kierując się do pracy. Rozmyślałam nad moim życiem. 
Czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie?
Na taki los?
Co złego zrobiłam? 
Rozmyślając tak dotarłam do celu. No tak, nie powiedziałam gdzie pracuję. Niczym mogę się w umie chwalić. Pracuję jako pokojówka u pewnego mężczyzny. Długo starałam się stawiać opór tej pracy, jednak sytuacja wymagała ode mnie jakiejkolwiek pracy a matka nawet nie myśli aby pracować. Weszłam do domu mojego pracodawcy z lekką obawą. Co prawda nigdy nic się nie zdarzyło, ale kilka razy próbował ze mną flirtować. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją w szatni. 
Wchodząc do łazienki zobaczyłam pewnego chłopaka mniej więcej w moim wieku, może trochę starszy. Załatwiał swoją potrzebę a ja głupia mu się przyglądałam zamiast wyjść. Odwrócił głowę w moją stronę. Widząc, że przed nim nie stoi gospodarz domu tylko młoda dziewczyna, chytrze się uśmiechnął.
-Cześć, jestem Jasiek, a ty?- zapytał mnie myjąc ręce.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest - pierwszy rozdział. Muszę przyznać, że jest zaskakująco krótki, ale obiecuję, że to tylko jednorazowo. Zapraszam do dalszego czytania :)

Prolog

   
    Z każdym dniem jest coraz gorzej... Gównem w domu... Gównem w szkole... Gównem w pracy.
Nie liczę się nigdzie. Jestem osobą, która równie dobrze mogłaby nie istnieć a i tak nikt by tego nie zauważył. Moja mama ma problemy z alkoholem odkąd tata nie żyje. Nie raz straciłam przytomność z powodu uderzenia w głowę, bo nie pozamiatałam podłogi w kuchni.. Niedługo kończę 18 lat i mogę wyjść z tej patologicznej dzielnicy. Tylko... gdzie? Sama nie wiem. Zarabiam za mało, żeby kupić sobie porządnego ciucha a co dopiero mieszkanie? Ale mam pewne przeczucie... Przeczucie, że niedługo wszystko się zmieni...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A więc mamy prolog :D Nie wiem sama jak to będzie. Będę starać się dodawać co najmniej raz na pięć dni. Miłego czytania dalszej części :)