czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 4

,,- Jesteś z tym kutasem?!
- Nie, nie jestem z nim - wykrzyknęłam przez łzy
- To jak mi wyjaśnisz TO dziwko?!
Coe ? Co w niego wstąpiło? Poczułam jak dostaję w policzek a potem jak upadam...
Później była tylko ciemność"

Obudziłam się w miejscu, w którym przeważała biel. Wywnioskowałam, że to szpital. Wstałam więc z łóżka trzymając się za obolałe plecy. Podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę, co spowodowało, że drzwi się otworzyły. Naprzeciwko wejścia do mojej sali siedział... Śpiący Janek! Krzyknęłam z radości przez co obudziłam chłopaka. Gdy tylko zobaczył, że żyję i stoję cała przed nim wziął mnie na ręce i mocno uścisnął. Czułam się cudownie.. Czy w końcu jestem dla kogoś ważna?

Perspektywa Jasia:

Obudziły mnie czyjeś krzyki. Gdy zobaczyłem przed sobą Asię nie mogłem powstrzymać się z radości. Do moich oczu zaczęły cisnąć się łzy. Zdecydowanie ta dziewczyna znaczy dla mnie więcej niż jakaś koleżanka. Wziąłem ją na ręce i mocno objąłem. Nie chciałem jej puścić. Włożyłem swój nos w jej włosy i zamknąłem oczy. Staliśmy tak w uścisku przez około piętnaście minut, póki dziewczyna się ode mnie nie odlepiła. Jej oczy jak i moje były szkliste i czerwone od płaczu.
- Tak się bałem, że Cię nie odzyskam - powiedziałem przejeżdżając po jej policzku
- Tak się cieszę, że kogoś obchodzi moje życie - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem  
- Oczywiście, że obchodzi - musnąłem jej usta
Gdy się odsunąłem od niej stała jak oniemała. Otworzyła usta jakby po raz pierwszy ktoś ją pocałował. A może pocałował? Czułem się wyjątkowo z tym, że mam taki wpływ na nią. Miałem ochotę wsunąć język w jej usta, ale się powstrzymałem. Za krótką ją znam. Nie wiem jak na to zareaguje.
Jakby się oburzyła i mnie zostawiła...
Jakbym już więcej nie miał okazji jej zobaczyć...
- Jest tutaj Filip? - Moje rozwarzania przerwała Asia. Nie wyglądała już na zadowoloną. Bardziej na przerażoną.
- Nie ma. Co się stało, że pytasz?
- Nic, nic... - była zmieszana. Widać, że za jej „nic” kryje się wiele.
- Asia...
W jej oczach pojawiły się łzy. Schyliła głowę i zasłoniła dłońmi szlochając. O co chodzi? Czy on jej coś zrobił? Jak tak to nie ręczę za siebie. Objąłem ją ramieniem nie wiedząc za bardzo jak zareagować.
- Janek... Dziekuję, że przyszedłeś. Kiedy mogę wyjść stąd?
- Nie wiem. Zapytajmy kogoś.
Szukaliśmy chwilę lekarza lub pielęgniarki. W końcu znaleźliśmy wychodzącego lekarza z jakiejś sali. Nie myśleliśmy o tym, że przecież w tym szpitalu jest kilkudziesięciu pacjentów. Jest lekarz. On musi wiedzieć i tyle.
- Dzień dobry... -zaczęła Asia
- O, w końcu się Pani obudziła - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. Co za bezmózg. Asia spojrzała pytająco.
- Ile spałam?
- Cały dzień kochanie - odpowiedziałem. Wiem, że nienawidzi, gdy ktoś tak na nią mówi, ale nie mogłem się powstrzymać. Ugryzłem wnętrze swojego policzka orientując się co powiedziałem. Jednak dziewczyna uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Byłem zaskoczony, oczywiście pozytywnie.
- Jednak powracając do naszego tematu - kolejny raz przerwał nam piękną chwilę lekarz-bezmózg - może Pani wyjść nawet teraz, jeżeli podpisze Pani odpowiednie papiery.
Byłem w cudownym nastroju. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W końcu mogę spędzić trochę czasu z tą dziewczyną. Ona chyba nie podzielała mojego zdania.
- Dziękuje - odpowiedziała grzecznie i odeszła. Byłem zaskoczony jej reakcją. Dlaczego się nie cieszy?
- Co się stało?
 
Perspektywa Asi:

Usłyszałam głos Jasia za sobą. A tak dokładnie pytanie. No cóż... Może lepiej się juz zgodzę, ponieważ nie mam zamiaru mówić mu o tym, że boję się wracać do domu gdzie matka alkoholiczka mnie zatłucze.
- Nic się nie stało - powiedziałam siląc się na uśmiech.
- Kochanie... - pierdziele on ma takie hipnotyzujące oczy...
- Nic. Się. Nie. Stało. - powiedziałam podkreślając każde słowo. Wiem, że zabrzmiało to trochę niegrzecznie, ale naprawdę... Nie miało tak być.
- No dobrze... - odpowiedział chłopak - ja będę leciał - musnął moje usta.
Patrzyłam jak stawia kolejne kroki oddalając się powoli ode mnie. Gdy zaczął znikać z mojego pola widzenia, coś we mnie pękło.
- Janek! - zawołałam biegnąc do niego.
Chłopak odwrócił się z lekkim zdziwieniem na twarzy
- Wyjdę dzisiaj ze szpitala.
- Świetnie! - klasnął w ręce z entuzjazmem - pomogę Ci. Chodźmy Cię wypisać.
Tak więc zrobiliśmy. Dostałam jakieś papiery i wypełniłam.
- Wiesz... Ja się jeszcze trochę przejdę... - nie chciałam jeszcze iść do domu. To co się pewnie tam stanie nie doda mi humoru.
- Przejdę się z tobą - odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Cudownym uśmiechem.
Nie odpowiedziałam. Po prostu odwzajemniałam się mu tym samym i ruszyliśmy. Na początku szliśmy w ciszy, ale mi wystarczało to, że po prostu ze mną był.
- Możesz mi powiedzieć co się tam stało? - chłopak przerwał moje rozmyślenia.
Kurcze, wchodzimy w nieprzyjemny temat.
- Nic takiego, potknęłam się po prostu.
- To dlatego masz ślady na nadgarstkach? - kurna on nie daje za wygraną, a ja pakuje się w coraz większe gówno.
- Wracajmy już, jest mi zimno. - skłamałam
Szczerze? Wolę iść do matki, która mnie zabije szklaną butelką niż widzieć wkurzonego Jasia.
- Niestety nie mam bluzy przy sobie dlatego chodźmy - ruszył przytulając mnie. Poczułam motylki w brzuchu. Było mi bardzo przyjemnie. Doszliśmy do mojego domu.
- Janek... Błagam. Zotań tu jeszcze na chwilę.. - Bałam się, że zaraz wyskoczy moja mama i mnie pobije.
Nacisnęłam klamkę i powoli odepchnęłam drzwi. Już od wejścia czuć było smród alkoholu. Matka siedziała na kanapie. Gdy mnie zobaczyła podeszła do mnie:
- Czego tu szukasz suko?! O! A kto to taki? Nieważne. Od dzisiaj jest mój a ty stąd spieprzaj. Chcę się troszkę zabawić z twoim kochasiem. - poczułam na swoim policzku pieczenie. Dostałam z liścia. Świetnie. Było mi wstyd przed Jankiem. Spojrzałam na niego a on na mnie. Bez słowa owinął ręce wokół mojej talii i odciągnął od matki.
- Nie możesz tutaj zostać.
- To gdzie ja pójdę?
- Do mnie - odpowiedział z całkowitą powagą
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy i 4 rozdział! Przepraszam, że tak długo nie było, ale uznałam, że lepiej zrobić dłuższy (chociaż troszkę) i poczekać. I wiecie co? Wczoraj minął tydzień od założenia bloga i jest was ponad 100! Dziekuje wam za wszystko <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz