piątek, 29 maja 2015

Rodział 8

,,- Przepraszam to za mało - po pokoju rozległ się odgłos po uderzeniu w policzek. Do sytuacji wkroczył syn rodziców:
- Czy ty się dobrze czujesz tato?! 
- Idealnie. - odpowiedział odchodząc z zaciśniętymi pięściami. Kierował się w stronę drzwi, przy których stałam. Nie wiedziałam co zrobić. Ten jednak nie zwrócił na mnie nawet uwagi. I lepiej. Postanowiłam, że wejdę sprawdzić jak się czuje matka Janka.- Możesz tu zostać ile chcesz -usłyszałam jej głos gdy tylko przekroczyłam próg drzwi"

Od tamtego czasu minęło jakieś dwa miesiące, a ja dalej mieszkałam z rodzicami chłopaka. Na początku atmosfera między nami była mocno napięta, ale później było naprawdę świetnie. Pomagałam jej przy gotowaniu, sprzątaniu i innych czynnościach. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. A przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnego dnia, gdy szłam z miską prania do jednego z pokojów usłyszałam kawałek rozmowy mamy Janka z jego ojcem:
- Ja już dłużej nie zniosę tej dziewczyny! Mam jej dość! Słuchaj, musimy powiedzieć naszemu synowi, aby pogonił tą dziewczynę. Ona nie może tu zostać do końca życia! 
- Wiesz dobrze, że Jasiek nie puści jej na ulice.
- To niech pójdzie z nią.
Serio? Ta kobieta nie ma serca! Mnie może: pojawiłam się w ich życiu znikąd. Ale własnego syna? Zrobiło mi się strasznie źle z tym, że przeze mnie może wylecieć z domu. Poszłam do jego pokoju i zadzwoniłam do niego:
- Hej Janek gdzie jesteś?
- No hej hej jestem z kolegami na mieście. Coś się stało?
- Tak, ale dobrze poczekam. 
- Nie chwila spotkajmy się za chwilę w tym parku co zwykle.
- No ok. Będę za dziesięć minut.
- Czekam.
Postanowiłam się przebrać. Zdjęłam więc dresy z siebie i założyłam czarne rurki i luźny sweterek w biało-czarne paski. Uczesałam włosy i zbiegłam po schodach. Założyłam czarne trampki i udałam się na miejsce spotkania. Zauważyłam chłopaka z telefonem w ręce. Nie wiem co mnie napadło, ale rzuciłam się na niego z płaczem. Staliśmy tak przez jakiś czas: ja płacząca w jego ramię a on jeżdżący palcami po moim kręgosłupie. Chciałam się przynajmniej z nim przywitać, ale dławiłam się swoimi łzami. Usiedliśmy na najbliższej ławce. W końcu postanowiłam coś powiedzieć, ponieważ było mi trochę głupio jak patrzył w moje zapłakane oczy:
- Słyszałam rozmowę twoich rodziców. Odkładałam pranie do twojego pokoju. - wydukałam
- Jaką rozmowę?
- Że mają mnie dość i że masz mnie wygonić z domu albo wylecisz razem ze mną.
- Ze co do cholery?! - wykrzyknął wstając. Chodził wokół ławki łapiąc się za głowę. Widać było, że intensywnie myślał. Ja siedziałam tylko przegryzając wargę z zamyślenia. W końcu się odezwałam:
- Janek - powiedziałam wstając - ja nie mogę z wami mieszkać. Przepraszam Cię. Za ten burdel w twoim życiu. Przeze mnie. Nie powinno dojść do takich wydarzeń. Powinniśmy o sobie zapomnieć. Muszę się wyprowadzić jak najdalej stąd. - czułam jak z moich oczu płyną łzy. Chłopak wziął moje ręce:
- Zgadzam się. Przez Ciebie moje życie to prawdziwy burdel. Ale jeżeli chcesz się wyprowadzać to tylko ze mną. Nigdzie sama nie jedziesz. Nie zostawię Cię.
W tym momencie moje oczy pewnie wyglądały jak pięciozłotówki. Przytuliłam się do niego. On objął mnie. Było cudownie. Ale nagle odzyskałam zdrowe myślenie.
- A co na to twoi rodzice? Nie chcę, żebyście przeze mnie byli pokłóceni...
- Nie myśl tak.  Już dawno chciałem się wyprowadzić. Mam już przecież dziewiętnaście lat. A teraz mam z kim wyjechać - puścił do mnie oczko.
- Dziękuję Ci. Jesteś wspaniały. Ale... Czy ja Cię przypadkiem nie odciągnęłam od towarzystwa - spytałam już mniej poważnie
- Odciągnęłaś, chodź, poznasz moich kolegów -  owinął swoją rękę wokół mojego biodra i szliśmy. Doszliśmy do pizzerii. Janek pomachał jakiejś grupce chłopaków na co Ci odmachali z uśmiechem. Spojrzeli na mnie mówiąc:
- Stary nie mówiłeś, że masz dziewczynę
Wymieniliśmy z Jasiem wzrok. Widziałam jego uśmiech. Chyba mu się spodobało. Postanowiłam przejąć kontrolę. Objęłam mocno Janka mówiąc:
- Tak, jesteśmy parą od jakiegoś czasu.
Pocałował mój czubek głowy. Szczerze to ja też nie miałam nic przeciwko. Jest bardzo troskliwy, inteligentny no i... przystojny. Nawet bardzo. Jego pieprzyki koło nosa sprawiają, że wygląda bardzo uroczo. A jego grzywka - dodaje mu.. no w zasadzie też uroku. Ej ej ej! Asia skup się! Czyżby nie za wcześnie na fantazjowanie? 
Usiedliśmy więc koło ,,naszej" paczki. Pizzy już nie było, ponieważ ostatni kawałek zjadł jakiś grubasek. No właśnie - nie znam ich imion. 
- Mogłabym poznać przynajmniej wasze imiona? - spytałam ze śmiechem opierając się o Jasia.
- Jasne - uśmiechnął się grubasek. 
Każdy po kolei się przedstawił. Imion sporo do zapamiętania. 
- A ty? - spytał Filip
- No ja to jestem Asia.
- Joanna - skomentował Jasiek. 
Pacnęłam go w głowę. Jasne. Ja mu dam Joannę.
- A to za co?
- Darmowe myszko
- Pani zadziorna ta?
- Ta - zaczęliśmy się śmiać. 
- Hej szem państwa! - Rafał dał nam znak, że też tu są. No co ty. To mnie jeszcze bardziej rozśmieszyło. Moja głowa spadła na kolana Jasia, a że mam strasznie rozwalający śmiech, który się nasilił cała ekipa wybuchnęła śmiechem. Chyba mnie polubili. No i chyba naprawdę myślą, że jesteśmy parą. Szczerze? Myślę, że mogłabym być dziewczyną Jasia. Dużo mu zawdzięczam. Nie tylko dom, z którego chcą nas wygonić, ale i moją odwagę. Jestem pewna, że pół roku temu bym się tak nie zachowała.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No cóż. Rozdział 8 za nami. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Dziękuję wam za grubo ponad 600 wyświetleń. Kocham <3
Nie zapominajcie o Asku na którym chętnie odpowiadam na pytania związane z rozdziałami i nie tylko :)
http://ask.fm/gnjsho
Proszę Cię mój najdroższy abyś zostawił po sobie miły komentarz. Kocham <3

3 komentarze: